150. Wiem, że kalecze i nie pisze poprawnie

Gdyby odwaga była osobą, byłaby idealna. Długonoga, ciemnowłosa, bez skazy na ciele. Byłabym czymś, czym chce się stać każda kobieta i kogo chciałby posiadać każdy mężczyzna. Byłaby oddechem w szybkim biegu, ciepłym ramieniem w chłodzie i pełnymi ustami w chwili uniesienia. Imaginacja, która drwi z niemocy i toczy walkę z umysłem. Twoją walkę, moją i wszystkich w koło. I nigdy by się nie zmieniała.

Kiedy odchodzi od ciebie ktoś, kto trzymał twój świat, stajesz się na jakiś czas duchem. Twoje myśli nie wodzą ścieżkami, którymi powinny, twoje zachowanie odbiega od tego co powinieneś robić, gubisz się, podejmujesz kroki by za chwilę upaść i ryczeć z bezradności. Wszystko jest złym snem, który wydaje się nie mieć końca. Do momentu aż coś w tobie pęknie, dotrze, że ona już nie wróci, że to faktycznie koniec a Ty jedyne co możesz to zrobić to to zaakceptować.

Anna odeszła.

W jeden krótki miesiąc w moim życiu wydarzyło się coś więcej niż apokalipsa. Kiedy wracaliśmy z kina, kiedy poczuła się źle, kiedy myślała, że to zwykłe przemęczenie… nie czułem nic. Po to, by po kilku godzinach moje serce rozrywała najokrutniejsza rozpacz. Karetka, szpital, diagnoza – guz. Nieoperacyjny. Nie mogłem zrobić nic, moje serce umierało z każdym gaszącym się uśmiechem Anny. Minął tydzień a Anna nie mogła już wstać z łóżka. Widziałem jak gaśnie i pomimo, że namawiałem ją do walki, ona z każdym spotkaniem żegnała się ze mną jakbyśmy się mieli już nigdy nie zobaczyć. Trwałem przy niej dniami i nocami, całowałem jej przerażone wizją śmierci oczy, głaskałem po wychudłych dłoniach. Cały czas miałem nadzieje. Ale i ona odeszła, dzień przed Wigilią, z moją ukochaną Anną.

„Opiekuj się nią”

Słowa, które rozbrzmiewały w mojej głowie, odbijały się od czaszki i wpychały gdzieś między myśli. Mamy córkę. Śliczną Luizę, tak okrutnie podobną do matki. Do tej, która kilka miesięcy wcześniej wydała ją na świat, która nie zdarzyła usłyszeć z maleńkich ust „mamo”, która nie będzie mogła nigdy zobaczyć jak jej córka zaczyna chodzić, jak dorasta, wybiera się na wymarzone studia, przyprowadza do domu swojego ukochanego… Oh, Anno. Gdyby odwaga była kobietą, byłaby Tobą.

Długo nie mogłem się pozbierać po śmierci ukochanej. Sam pogrzeb i okres zaraz po, pamiętam jak przez mgłę. Pomimo wsparcia bliskich, nie umiałem wrócić do codzienności. Przełomowym momentem była chwila, kiedy moja córka spojrzała mi głęboko w oczy, kiedy odurzony wspomnieniami o żonie, nie umiałem jej przytulić. Zobaczyłem wtedy oczy Anny, tak pięknie niebieskie i przepełnione żalem. Zrozumiałem, mam dla kogo żyć. Pierwszym krokiem do normalności był powrót do pracy. Fundusze się kończyły a moje dziecko zaczynało rosnąć. Zdecydowałem się więc na wynajęcie opiekunki. Miałem dość wygórowane oczekiwania i praktycznie każdą kandydatkę żegnałem po dwóch minutach rozmowy. Rodzina miała mnie dość, zrzucałem na ich barki odpowiedzialność za opiekę nad Luizą a sam szukałem ucieczki w pracy. Aż w końcu pojawiła się ona. Jakby znikąd, przypadkowe spotkanie wymieniliśmy kilka zdań. Wiedziałem o niej tylko tyle, że była w naszym mieście nowa, że szuka zarówno pracy jak i mieszkania, nie oczekuje wielkich zarobków a bardziej zależy jej na miejscu do spania. Urzekła mnie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to wszystko jest zwykłą grą a ja marnym pionkiem, marionetką, którą ona sterowała. A potrafiła zmanipulować mnie swoim melodyjnym głosem, spokojem i niesamowicie emanującą opiekuńczością. Na tamten czas była idealna.

Szybko złapała dobry kontakt z Luizą. Mała często się śmiała przy niej, Sehasa bo tak miała na imię, zawsze dbała by mała nie była głodna i zawsze miała czystą pieluszkę. Mieliśmy umowę, że ona opiekuje się nią zawsze do późnego popołudnia a ja przez resztę wieczoru tak, by ona mogła pójść na uczelnie. Nigdy nie zastanawiałem się co studiuje, nigdy mnie to właściwie nie interesowało. Dobrze zajmowała się moją córką i to mi wystarczało. Widać było, że dziecko przywiązywało się do Seh, zawsze po jej wyjściu stawało się markotne i płakało czego przy swojej opiekunce nigdy nie robiło. Kochałem małą ale przebywanie z nią sam na sam sprawiało mi dużo bólu. Szczególnie kiedy patrzyła na mnie swoimi ślicznymi oczkami. Tak bardzo podobnymi do oczu Anny.

Mijały dni, tygodnie, miesiące… Seh zawsze była przy mojej córce, wyjeżdżała z miasta bardzo sporadycznie i widać było po niej, że te wyjazdy nigdy nie sprawiały jej przyjemności. Nawet kiedy opuszczała nas tylko na tydzień, po powrocie wyglądała jak chodzący trup. Kiedy pytałem co jest powodem, mówiła tylko, że bardzo tęskniła za małą. Nie przeszkadzało mi to. Ważne, że dobrze opiekowała się moją córką.

Mijał drugi rok od śmierci Anny. Jakieś głupie wspomnienie na chwilę odcięło mnie od rzeczywistości, w jeden dzień upiłem się i wiem, że płakałem. Płakałem jak dziecko a ona była przy mnie. Ten sam głos, który przekonał mnie do zatrudnienia jej, tego dnia kołysał moje serce, ogrzewał moją duszę. Dała mi ciepło, którego nie miałem od lat. Nie miałem co do niej żadnych zamiarów, wydawało mi się, że ona do mnie też nie. Ot, facet się posypał w rocznicę śmierci swojej żony, nie wiedziała co robić więc próbuje go ratować. Tylko, że od tego dnia niebezpiecznie się do siebie zbliżyliśmy. Nie była to bliskość cielesna a duchowa. Potrafiłem jej opowiadać o Annie godzinami, a ona słuchała tego jak ciekawej historyjki opowiadanej przez dziadka przy kominku. Mogłem mówić a ona nie przerywała, słuchała i jakby notowała każde moje słowo w swojej ślicznej główce. I nigdy też nie opowiadała o sobie. A ja nie chciałem słuchać. Ważne że dobrze opiekowała się mną i moją córką.

Te wszystkie rozmowy przynosiły mi ukojenie i czułem też, że Anna pomału staje się wspomnieniem. Oddalała się ode mnie a mi to wcale nie przeszkadzało. Za to zaczęła przyciągać mnie Seh. Dopiero po półtora roku wspólnego przebywania zauważyłem, że jest piękną kobietą. Miała nienaganną sylwetkę, blond włosy, wyraźne rysy twarzy, ciemne oczy, wielkie piersi i dużą pupę. Przyłapywałem się, że kiedy pochyla się nad Luizą, ja wlepiałem wzrok w jej ciało i zaczynałem jej pragnąć. Dała mi ukojenie umysłowe a teraz pragnąłem ukojenia cielesnego. Wiedziałem, że to wyczuwa, widziałem jak kokietuje mnie przechodząc koło mojego pokoju w samej bieliźnie, jak skąpo ubiera się na nasze wspólne, wieczorne rozmowy. Była piękna, była mi bliska a ja bardzo dawno nie miałem kobiety. Aż któregoś wieczoru, odpłynąłem w jej ustach, w jej jędrnym ciele, oddałem się całkowicie jej cielesnej grze. Anna odeszła. Miałem przy sobie kogoś innego i to wtedy było dla mnie ważne.

Czułem się szczęśliwy. Nie kochałem Seh, uwielbiałem z nią sypiać, uwielbiałem jej dotykać i na nią patrzeć, wciąż pragnąłem z nią rozmawiać ale nie mogłem pokochać. Czułem, że moje serce jeszcze nie złożyło się w całość po utracie żony i jeszcze nie jest gotowe na uczucie. Ona nie nalegała. Nigdy nawet o tym nie wspomniała więc i ja uznałem, że taki układ jej pasuje. Była dla mnie „maszynką do ruchania” więc nie zauważałem, że coraz częściej przychodzi do domu z obandażowanym ciałem, siniakami na brzuchu, zadrapaniami. Nie widziałem ran, nie przeszkadzały mi krwiaki czy opuchlizna. Stwierdziłem, że skoro nie chce sama powiedzieć to i ja nie powinienem pytać. Byłem wtedy egoistą, a ona mnie takiego akceptowała więc taki stan rzeczy trwał kolejne dwa lata. Luiza zaczynała dorastać, stawiać pierwsze kroki, wymawiać pierwsze słowa. Widać było po niej, że bardzo kocha Seh i traktuje ją prawie jak matkę. Słyszałem nie raz jak kobieta opowiadała jej przed snem o Annie, o tym jak wyglądała, ze szczegółami opisywała jej rysy twarzy, jak się ubierała, jak mówiła. Nie zwróciło to wtedy mojej uwagi, stwierdziłem, że Seh wyniosła te wszystkie informacje ze zdjęć albo z jednego z moich opowiadań.

Któregoś dnia, Sehasa zakomunikowała, że musi wyjechać na jakiś czas. Kiedy zapytałem na ile, powiedziała, że nie wie ale to coś bardzo ważnego i nie może mi powiedzieć. Ale zapewniła, że wróci na pewno i wszystko będzie jak dawniej. Żegnała się z nami długo, ze mną jeszcze intensywnie, z Luizą z miłością. Zawsze przed snem śpiewała małej

„Śpij maleństwo, śpij
Gwiazdki z nieba przynieś mi
Przytulimy je tu razem
By cieplutko było im”

Tego wieczoru śpiewała bardzo długo. Luiza już dawno zasnęła, a Seh nadal siedziała obok jej łóżeczka i śpiewała, śpiewała, śpiewała… Nie chciałem jej tego przerywać. Poczułem lekki strach przed tajemnicą, którą skrywała nasza opiekunka. Bałem się, że jednak nie wróci. Ona zapewniała, że wróci, zapewniła raz, drugi, trzeci i kiedy zasnąłem wyczerpany po tych namiętnych uniesieniach, ona po prostu zabrała rzeczy i wyszła.

Czekałem na nią. W pracy przyłapywałem się na tym, że myślałem o niej, nie tylko jako o jędrnych pośladkach ale też o jej głosie i uśmiechu. O śpiewaniu piosenek i o naszych wieczornych rozmowach. Próbowałem się z nią kontaktować ale jej telefon milczał, a przez to, że nigdy nie interesowało mnie jej życie osobiste, nie miałem też kontaktu do nikogo z bliskich. Luiza też czuła, że coś jest nie tak. Tęskniła za swoją opiekunką, zrobiła się bardzo niespokojna i markotna. Radziłem sobie jak mogłem i dopiero wtedy doceniłem jak bardzo pomocną była mi Sehasa. Musiałem dawać sobie tak radę przez około pięć miesięcy. Po tym czasie zjawiła się ona. Po prostu zapukała do drzwi i czekała w progu z walizkami. Uśmiechnięta. Ale to nie był jej uśmiech. To nie była jej twarz. A kiedy się odezwała, to nie był jej głos. Zmieniła kolor włosów, była inaczej umalowana. Z jej ciała zniknęły bandaże do których przyzwyczaiłem się przez cały jej wcześniejszy pobyt. Wyglądała zupełnie…
-Wreszcie wróciłam – bez żadnych wyjaśnień, wbiła się swoim ciałem w moje nie pozwalając mi nawet zadać pytania. Oddałem się temu, nie do końca teraz wiem dlaczego tak łatwo. Wręcz zaniosłem ją do sypialni, nie odrywając ust od jej ust. Smakowała inaczej. Jej ciało brzmiało inaczej ale to wciąż była ona. Dotykała mnie tak samo jak te pięć miesięcy wcześniej, a ja tak bardzo za tym tęskniłem, że nic innego nie było dla mnie ważne oprócz tego, że w końcu ją mam.

Nie mówiła nic. Kiedy pytałem odpowiadała, że miała pewne problemy z którymi musiała sobie dać rade ale wreszcie jest i już zostanie na zawsze. Luiza szalała z radości, aż dziwnie za bardzo. Nie mogła się odkleić od Seh i jakby w ogóle nie zauważała różnicy w jej wyglądzie. Stwierdziłem, że może dzieci tak mają, że zapamiętują raczej zachowania a nie ogólny zarys danej osoby i to wszystko dlatego. Miałem nadzieję, że wszystko znów będzie jak dawniej. Nie wiedziałem, że mój horror właśnie się rozpoczął.

Pewnego wieczoru wróciłem z pracy dość późno. Kiedy wchodziłem do mieszkania, słyszałem ciche

„Śpij maleństwo, śpij…” , więc przemknąłem prawie bezszelestnie z kuchni do sypialni. W pokoju panował dziwny bałagan, na środku łóżka leżały rzeczy Anny, których do tej pory nie umiałem się pozbyć. Obok nich bielizna Seh, którą zrzuciła z siebie dzień wcześniej.

„Gwiazdki z nieba przynieś mi”

Odłożyłem wszystko na bok. Byłem pewny, że Seh po prostu znalazła ubrania Anny i poczuła się zazdrosna. Myślałem, że może wydawało jej się, że jesteśmy razem i źle się poczuła, kiedy je zobaczyła.

„Przytulimy je tu razem
By cieplutko było im”

Zdejmowałem z siebie ubrania bardzo po cichu. Miałem dziwne przeczucie, że każdy mój szelest może obudzić małą a wtedy całe starania mojej kochani pójdą na marne co jeszcze bardziej pogorszy jej nastrój. Rozebrałem się więc i położyłem na łóżku czekając aż Seh do mnie przyjdzie i porozmawiamy. Zgasiłem światło i nawet nie wiedząc kiedy, usnąłem.

Obudził mnie ciepły pocałunek. W pomieszczeniu nadal było ciemno. Całowała mnie po twarzy, po szyi. Zajmowała się mną jak zawsze, a ja jej nie przerywałem, chciałem uniknąć jakiejkolwiek rozmowy z nią. Kochaliśmy się. Ale coś było nie tak. Jej gorące zawsze ciało było chłodne i drżało. Wydawało mi się, że ma bardzo mokre włosy bo czułem na całym ciele dziwną wilgoć. I dziwną woń. W pewnym momencie zaczęło mi to przeszkadzać, chciałem więc ją odepchnąć a ona zastygła jak posąg

-Już mnie nie kochasz? – zapytała. To nie był jej głos.

-Seh, ale jak to „już”? Przecież …
-Czy ja jestem złą matką? Przecież robię dla was wszystko – teraz to ja zastygłem.
-Czy z Tobą wszystko w porządku? – jej głowa znajdowała się tuż nad moją. Okropny zapach robił się coraz bardziej intensywny. Chciałem zdjąć ją z siebie ale ona zaciskała mnie udami.
-To jeszcze za mało? Jak możesz mówić, że to jeszcze za mało! – dostałem w twarz. Usłyszałem tylko trzask jej dłoni uderzającą o moją twarz. Sekundę później coś z plaskiem spadło na moją pierś i stoczyło się z niej jak piłeczka. Tego było za dużo. Zaparłem się nogami z całych sił i obiegami rękami zepchnąłem ją z siebie. Słyszałem jak płacze, wręcz wrzeszczy.
-Wszystko dla Ciebie…Gwiazdki z nieba przynieś mi… – w ciemności nie mogłem trafić na lampę. Widziałem tylko zarys jej sylwetki, skulone ciało na środku łóżka, byłem przerażony.
-Przecież dla Ciebie wróciłam.

Zapaliłem światło. Blask wylał się na pokój, na mnie, na łóżko… Na łóżko które wyglądało jakby ktoś właśnie przed chwilą zarżnął na nim prosiaka. Całe opływało w krwi, tak jak i ja. A ona siedziała naga, obrócona do mnie tyłem i łkała, zakrywając sobie twarz dłońmi

-Co do kurwy… – wtedy zwróciła się do mnie. Wcale nie płakała. Krzyczała z bólu. Krzyczała, podtrzymując sobie w oczodole jedno oko, w drugim nie było nic. Jak zepsuta lalka, której na nitce wisi guzik. Tylko, że lalki nie krwawią. Całą twarz miała zalaną purpurową mazią, dłonie przypominały szpony potwora. I wtedy zobaczyłem to, co chwilę wcześniej spadło na moją klatkę piersiową. Małe, okrągłe, zakrwawione niebieskie oko.

-Nie poznajeeesz mniee? Teraz jużżż jestem Anną! – wrzeszczała. I nagle mnie uderzyło. Luiza. Byłem w takim amoku, nie czułem nic, rzuciłem się do pokoju mojego dziecka. Tylko, że mojego dziecka już tam nie było. Ciało leżało bezwładnie w kałuży krwi i spoglądało na mnie pustymi oczodołami. Zwymiotowałem.

„Śpij maleństwo, śpij
Gwiazdki z nieba przynieś mi
Przytulimy je tu razem
By cieplutko było im”

Straciłem przytomność, nie wiem na jak długo. Obudził mnie okropny zapach wymiocin i krwi. Z sypialni dobiegał śpiew, przerywany jękiem i bulgoczącymi wymiotami. Przez zamglone oczy widziałem tylko jak Seh siedzi naga na środku pokoju, cały czas próbując wepchnąć sobie do twarzy wydrapane oczy mojego dziecka i buja się się do śpiewanej przez siebie kołysanki. Ktoś wezwał policje. Nie pamiętam kiedy znów zemdlałem.

Policja znalazła w rzeczach opiekunki, jej notatnik. Zeszyt, w którym skrupulatnie zapisywała wszystkie informacje na temat mojej zmarłej żony. Ona mnie kochała. Kochała, jak nikt nigdy nie może kochać. Wiedziała jednak, że ja nigdy nie pokocham jej takiej, jaką jest. Dlatego chciała stać się Anną. Tak naprawdę poznała mnie w dniu pogrzebu Anny i już wtedy widziała, jak bardzo jestem zrozpaczony po stracie ukochanej. Zapragnęła takiej samej miłości. Zbliżała się do mnie kilkukrotnie ale nigdy nie na tyle bym ją zaakceptował. Zauważyła, że szukałem kogoś podobnego do żony i wtedy zaczęła swoją grę. Wiedziała za co pokochałem w Anne, co u niej ceniłem i czego brakowało mi w innych kobietach. Grała jak najlepsza aktorka. Kiedy już zamieszkaliśmy razem, zaczęła się w nią zmieniać. Sama zajmowała się drobnymi zabiegami chirurgicznymi, przyjmowała tony leków, które podkradała z różnych aptek i szpitali. Wtedy, kiedy wyjechała, udało jej się dostać do lekarza, który ostatecznie zamienił ją w Anne, operując jej twarz. Ale z każdą zmianą, psychika Seh również się rozpadała. Tak bardzo chciała się upodobnić do Anny, że całkowicie usunęła swoją tożsamość. Dlatego tez Luiza tak bardzo cieszyła się, kiedy ją zobaczyła po pięciu miesiącach rozłąki – w końcu spotkała swoją matkę o której tak dużo opowiadała jej opiekunka. Wszystko można było zmienić oprócz oczu. Żadne soczewki nie oddadzą głębi spojrzenia jakim darzy cie druga osoba. To było to, czego brakowało Seh.

Przegrała z bólem. Nie jestem pewien czy tym fizycznym czy psychicznym. Seh stała się Anną a Anna była odważna…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>