144.

„Świat przeraża. Niezależnie od tego jak bardzo jesteś odważny, są rzeczy i zdarzenia, które nie jesteś w stanie w pełni zrozumieć.

Mam znajomego. Właściwie miałem, teraz można go uznać za kogoś, kto już nie istnieje, może nawet ta byłoby lepiej dla niego. Tragedia jaka go spotkała jest w swym ogromie czymś nieporównywalny do żadnego z moich dotychczasowych osobistych problemów, do problemów osób mi bliskich albo nawet tych o których czytałem w raportach moich współpracowników. Każde słowo Romana mroziło krew w żyłach, a jego beznamiętny wyraz twarzy dodawał sytuacji nuty iluzji, jakby jego historia była tylko jedną z opowieści Kinga, przeczytaną gdzieś mimochodem w wolnym czasie.

Roman nie był osobą spokojną. Zawsze bardzo szybko wpadał w złość, w kłótni nigdy nie akceptował argumentów drugiej strony, jego wybuchowy charakter często nie pozwalał mu funkcjonować w normalnym społeczeństwie. Przez to, że nigdy nie akceptował krytyki i nie pozwalał nikomu dyktować co ma robić, miał też problemy w szkole i nigdy nie udało mu się skończyć zawodówki – porzucił edukację w wieku osiemnastu lat i zaczął fizycznie pracować, tam gdzie go akurat potrzebowali. Najdziwniejszym elementem jego życia była Izabela, słodka kruszynka, o filigranowych dłoniach, zawsze uśmiechnięta i cicha dziewczyna. Całkowite przeciwieństwo Romana, które uczepiło się go jak rzep ubrania. Roman tylko dla niej potrafił być dobry, kiedy w jego otoczeniu pojawiała się Izabela, z rozwścieczonego Pitbulla zmieniał się w potulnego pudelka. Nikt, kto ich oglądał nie mógł powiedzieć, że między nimi nie ma miłości.

Po kilku latach burzliwego, aczkolwiek pełnego szczerych uczuć związku, Roman i Izabela pobrali się. Pierwsze lata ich małżeństwa były pasmem powodzeń, Roman zmienił się nie do poznania, zaczął dobrze zarabiać, Izabela opiekowała się ich wspólnym mieszkaniem, żyli w takim świecie, którego zazdrościło im mnóstwo ludzi. Apogeum jego metamorfozy nastąpiło w momencie przyjścia na świat ich córeczki – Mili. Roman zamienił całe pokłady swojej nienawiści w troskę i miłość do dziecka. Jeździli na wspólne wycieczki, planowali przyszłość swojego dziecka na kilkanaście lat wprzód, małej niczego nie brakowało a w szczególności zainteresowania ze strony ojca, postrachu całego miasteczka. Aż do momentu kiedy po pewnej zimowej nocy, Mila nie otworzyła już swoich maleńkich oczek…

Po śmierci córki, Izabela odczuła kim tak naprawdę jest Roman. Codziennie wracał do domu pijany, nabuzowany i cały okropnie spędzony dzień odbijał sobie na krzywdzie wyrządzanej Izabeli. Ona tłumaczyła to tym, że po śmierci Mili zaszła w ciążę jeszcze trzy razy ale żadnego z tych dzieci nie udało jej się urodzić, więc Roman obwiniał ją o to, że zmarnował swoje życie u jej boku. Dlatego nadal go kochała i akceptowała wszystkie jego wybuchy.

Był sierpniowy wieczór. Roman opowiadał mi o najgorszym w jego marnym życiu koszmarze:

-Pamiętam jak odłożyłem na stół patelnię, drżała mi ręka, byłem wściekły po kolejnej awanturze z Izabelą. Znów na kolację zrobiła jajecznice na boczku bez pomidorów. Rozumiesz? Ja na jajecznicy muszę mieć pomidory ! – uśmiechnął się i spojrzał na mnie wzrokiem błagającym o zrozumienie.
-Dokładnie nie wiem co działo się chwilę wcześniej. Izabela do końca kolacji siedziała pochylona nad swoim talerzem, pewnie płakała jak zawsze. Potrafiła płakać całą noc i nie odzywać się do mnie do dnia następnego. Typowa kobieta. Zostawiłem ją więc przy stole i odszedłem do swojej pracy, miałem na ten wieczór zaplanowane jeszcze malowanie ściany, tej od frontu, wiesz, tam gdzie mamy okno z fuksjami, Izabela zawsze przystraja kwiatami wszystkie okna, to jest wyjątkowo szpetnie ozdobione – zachichotał a mi w momencie zrobiło się niedobrze.
-Skończyłem jakieś dwie godziny później i zmęczony wróciłem do domu. Ona nadal siedziała przy tym stole. Podszedłem do niej i zapytałem czy idzie ze mną do łóżka, nie odzywała się. Spojrzałem na nią ale unikała mojego wzroku, co było do niej niepodobne. Zauważyłem, że jest bardzo blada a jej rączki – tu zaczął pieszczotliwie głaskać swoje wielkie łapska jakby to były dłonie jego żony – były jeszcze bladsze niż zawsze. Widziałem po niej, że źle się czuje więc zabrałem ją na ręce i zaniosłem do łóżka. Przykryłem kołdrą i poszliśmy spać. Rano, kiedy ja zbierałem się do wyjścia, ona nadal spała, pytałem czy czegoś potrzebuje ale ona milczała, miałem nawet wrażenie, że się uśmiecha do mnie i mówi „idź, dam sobie radę, kocham Cię” , więc swoim zwyczajem opuściłem mieszkanie.
-To był intensywny tydzień, miałem nową fuchę przy budowie nowego domu na Kuczajowskiej, wychodziłem więc o 6 rano i wracałem o 20. Kobieta u której pracowaliśmy była o tyle miła, że codziennie dawała nam jedzenie, śniadanie, obiad i kolacja więc Izabela nie musiała nic dla mnie przygotowywać. Szczególnie, kiedy powiedziałem jej, że moja żona jest chora, dbała o mnie podwójnie, zawsze pytała czy nie jestem głodny i czy czegoś nie potrzebuje. Miła, naprawdę bardzo miła kobieta. Chyba nawet flirtowała ze mną. Jak myślisz, kiedy twoja kobieta jest chora to zwalnia ją to z obowiązku dbania o męża? – zapytał
-Roman, ona nie była…
-.. też uważam, że nie. Ale wiesz, ja Izabele kocham mimo wszystko i zawsze chcę dla niej dobrze więc tym razem jej odpuściłem. Wróciłem do domu, bodajże w środę, a ona nadal leżała w łóżku, mówiła mi, że nie jest głodna i prosiła, żebym pomółg jej wziąć kąpiel. Pomogłem, chwilę porozmawialiśmy … – jego głos zawisł w przestrzeni, jakby to był moment kiedy jego głowa podpowiadała mu „nie prawda”. – Zaniosłem ją na rękach do łóżka i później, wiesz, kochaliśmy się ale widziałem ból w jej oczach i to co zawsze mnie w niej podniecało teraz było dla mnie czymś okropnym. Nie trwało to długo ale też nie chciałem się kłócić z nią, w końcu to moja księżniczka… – musiałem dusić w sobie nieprzepartą chęć do zwymiotowania Romanowi prosto na twarz.
- Tak mijały dni, Izabela czuła się coraz gorzej ale nie chciała wzywać lekarza. Często powtarzałem jej, przed wyjściem „Iza, zadzwoń do przychodni, umów się, coś Ci jest ” i wychodziłem mając nadzieję, że faktycznie tak postąpi. Ale wiesz, wróciłem do domu dzień przed waszą wizytą, położyłem się obok niej na łóżku, bawiłem kosmykami jej włosów jak kiedyś… Tak się teleportowaliśmy do czasów kiedy Mila była z nami. I wtedy zauważyłem jej wypukły brzuch. Rozumiesz? Ona była znów w ciąży! I nie chciała mi o tym powiedzieć! Byłem taki szczęśliwy, tym razem MUSI się udać. Nie wiesz może jak ona się czuję? – widziałem łzy w jego oczach. Obłąkanie mieszało się z rzeczywistością, jakby niszczące zderzenie ze ścianą, której nie można przebić. Ale nadal chce się z nią walczyć.

Pracuję na policji. Dostaliśmy zgłoszenie od matki Izabeli, że od kilkunastu dni córka nie odzywa się do niej, gdzie wcześniej dzwoniła codziennie i zdawała jej raport z tego jak Roman ją traktuje . Matka mieszkała w Anglii więc nie mogła odwiedzić Izabeli. Znając temperament Romana postanowiliśmy się wybrać do jego mieszania.

Izabela nie żyła od tygodnia. Kiedy weszliśmy do mieszkania, od progu uderzył nas okropny odór śmierci i rozkładającego się ciała. Muchy oblepiały każdą ścianę małego, ciasnego mieszkania. Szybko wtargnęliśmy do sypialni, gdzie Roman wtulony w niszczejącą Izabelę, smacznie spał. Wyrwany ze snu, szybko okrył ją kołdrą i krzyknął „Ona się boi obcych!”. Miał nieobecny wzrok, nie potrafił patrzyć wprost na mnie, co kilka sekund jego wzrok uciekał w górę jakby jego gałki oczne nie mogły znieść widoku tego co zrobił. Kiedy go zakuwaliśmy w kajdanki, cały czas krzyczał ,że nie wie o co chodzi i powtarzał Izabeli „nie bój się, niedługo wrócę, oni nic Ci nie zrobią, nie pozwolę na to”. Jednak sam był bardzo słaby i widać było po nim, że nie jest w stanie walczyć z nikim, nawet słabszym fizycznie od siebie. Podszedłem do Izabeli. Faktycznie wyglądała na śpiącą jednak jej cera była już nie porcelanowo biała a siwa, jej oczodoły zapadły się w głąb czaszki, ręce miała wykrzywione w demonicznym zesztywnieniu, cała była spuchnięta a jej wnętrzności już zaczynały się rozkładać – stąd Romanowi wydawało się, że jego żona jest w ciąży.Z jej otwartych ust wylewała się biała maź pomieszana z niestrawionymi resztkami jedzenia. Jej ciało było już sztywne, zimne i wydawało okrutny i drażniący zapach. Roman wciąż wierzył, że jego żona żyje i jest tylko chora, a jego chory umysł nie pozwalał mu poznać okrutnej prawdy. Pozwalał mu nawet na rozmowy ze zmarłą, na seks z jej sztywnym ciałem, na obłudną myśl, że jego spuchnięta od śmiertelnej dawki okrucieństwa żona, wciąż powtarza mu tę samą mantrę o miłości. Autopsja wykazała, że zmarła przez uderzenie w głowę tępym narzędziem.

Roman codziennie przesiaduje przy oknie w zakładzie zamkniętym, gdzie kiwa się na krześle i cicho szepcze „Izabela, niedługo wrócę, niedługo wrócę…”

Niewyobrażalne jest jak umysł może sterować naszym sercem, jak zainfekowany mózg może zniszczyć życie nie tylko nasze ale i ludzi obok nas. Jak drzazga na sercu może doprowadzić do całkowitego wewnętrznego rozkładu uczuć i jak wiele może zmienić. Na takie choroby nie ma lekarzy.”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>