143.

Ostatnia godzina. Zegar wybija sekundy, świadomie tak głośno, bylebym wiedziała, że czas płynie, że wcale się nie zatrzymał. Ludzie snują się przede mną, wszyscy zmęczeni, widać to po ich wymiętych twarzach. Każdemu w głowie kołacze ta sama myśl „Jeszcze godzina i do domu”. Tik tak, tik tak. Kubek po kawie patrzy na mnie i jakby mówi „napij się jeszcze”. Nie, dziś już nie mogę, znów nie zasnę, znów mój organizm się zbuntuje. Poza tym czasu zostało tak niewiele. Tik tak. Ciekawe czy na mnie czeka. Ciekawe, czy myśli o tym, że wrócę tak zmęczona, że potrzebuję tego, żeby mnie przytulił, że potrzebuję jego ciepła i bliskości. Ciekawe czy jeszcze o mnie pamięta. Tik, tak. Jeszcze przede mną tyle pracy, nie udało mi się zrobić wszystkiego co planowałam dlatego w domu wcale nie będę mogła odpocząć. Wzięłam na siebie obowiązki innych, niepotrzebnie, jestem zbyt dobra a wszyscy w koło tak bardzo to wykorzystują. Czemu ten świat tak dziwnie skonstruowany musi być? Tik tak. Kolejne minuty, kolejne słowa przelane na papier, stos dokumentów, podpisów, pieczątek. Jeszcze chwila i wszystko to zniknie, zamknę gabinet, wyjdę, odetchnę, zapalę. Wrócę do siebie, do niego, do jego zimnego spojrzenia, do życia które sama sobie wybrałam. Nie umiem żyć inaczej, ograniczyłam się do egzystowania choć kiedyś moje życie było wypełnione emocjami. Dziś kartki, dokumenty, papiery i ciche kolacje. Do mojego pokoju wchodzi szef, zapach wody kolońskiej w mgnieniu oka dociera do moich nozdrzy. Stary, śmierdzący dziad, który zamiast wody używa drogich perfum.
-Dokończ jeszcze to i jesteś wolna. – rzuca na moje biurko kilkanaście teczek z których jak rozmyte rzygi wylewają się nieuporządkowane papiery. Wychodzi, nie zdążyłam nawet zaprotestować. To porządkowanie zajmie mi co najmniej kilka godzin za które nie dostanę zapłaty. Nie mogę odmówić, w naszym domu tylko ja zarabiam, nie mogę pozwolić na rozpad tego wszystkiego tylko ze względu na to, że jestem trochę zmęczona. Kubek ponownie wypełnia się gorącą, kojącą kawą…

- Kiedy będziesz? – odebrała dopiero za trzecim razem. Nienawidzę tego u niej.
-Muszę zostać dłużej. Szef zawalił mnie robotą – standardowo. Nie odpowiedziałem, po prostu się rozłączyłem. Wiem dobrze, że nie powinienem tak postępować, to dzięki niej mamy co jeść, mamy za co zapłacić rachunki. Jednak niepokój w moim sercu mówił mi, że nie taki jest porządek w życiu dwójki kochających się ludzi. Nie umiałem sobie z tym poradzić. Patrzyłem w wyświetlacz mojego telefonu jak otępiały. Coś w środku mnie bolało ale nie do końca mogłem powiedzieć co. Potrzebowałem pomocy. Wykręciłem numer zaadresowany „mama2″.
-Halo? – melodyjny, spokojny głos. Tak, tego potrzebowałem.
-Będę u Ciebie za dziesięć minut. – rozłączyłem się, sięgnąłem po kluczyki do samochodu i wyszedłem z mieszkania. Po drodzę męczyło mnie jeszcze sumienie ale wiedziałem, że inaczej nie potrafię. Stojąc przed jej drzwiami nie do końca wiedziałem czy to co robię na pewno nie spowoduje, że stracę Mer na zawsze. Jednak kiedy zobaczyłem jej uśmiech w momencie, kiedy otworzyła mi drzwi, wszelkie wątpliwości po prostu się ulotniły. Stała tam piękna, owinięta ręcznikiem a na jej zgrabne ramiona opadały mokre włosy. Miała pełny makijaż pomimo iż wyglądała jakby dopiero co wyszła spod prysznica. Kiedy zatopiłem się w jej wymalowanych pomadką ustach, zapomniałem kompletnie, że Mer była dla mnie kimś bliskim. Wtedy ona przestawała istnieć.

Miałam złe przeczucia. Dzisiejszy dzień był jakiś aż nadto ciężki, a ja nie umiałam zrozumieć dlaczego. Czasem tak jest, że ludzie budzą się z pewnym strachem, lękiem. Mój lęk nie opuszczał mnie dziś przez cały czas. Wraz z kolejnymi uderzeniami zegara, niepokój rósł w moim sercu. Nie wiedziałam co robić. Przetarłam mocno oczy i zatopiłam się w dokumentach.

Upiła mnie dość mocno alkoholem, dobrze wiedziała, że to pomaga mi się całkowicie zrelaksować. Zapominam o jutrze, o ludziach, o czasie – wtedy jest tylko ona. A ona to lubiła, lubiła też wykorzystywać fakt mojej nieświadomości do wymuszania na mnie pewnych deklaracji.
- Skoro nie jest dla Ciebie ważna, zostaw ją i zostań tutaj ze mną.
- Nie mogę. Jestem jej to winny.
- Proszę, obiecaj mi, że jej powiesz o mnie. Zobaczysz, że problem sam się rozwiąże.
- Obiecuję, powiem.
Zawsze obiecałem, nie powiedziałem nigdy. Leżąc obok jej nagiego ciała, wyobrażałem sobie Mer. W końcu to ją kochałem, ją poślubiłem, ona była dla mnie kiedyś najpiękniejszą istotą. Kolejny łyk wina, obraz idealnej Mer zanikał. Jej i tak nie ma. Taka kolej rzeczy.
Tego wieczoru coś mnie uderzyło, dziwne przeczucie. Przytuliłem mocno tę, która nigdy Mer mi nie zastąpi i postanowiłem, że zostawię je obie. Żadna z nich nie zasługiwała na to co im robiłem.
-Gdzie wychodzisz?
-Mer zaraz wróci. Jadę spełnić obietnicę. – widziałem, że jest bardzo poruszona, chyba się tego nie spodziewała. Zresztą, nie do końca była świadoma co chcę zrobić. Potykając się o próg jej mieszkania, wytoczyłem się pomału na zewnątrz i po pięciu minutach celowania kluczykiem w drzwi samochodowe, w końcu udało mi się zasiąść przed kierownicą.

Nie mogłam już dłużej wytrzymać w biurze. Zabrałam wszystkie dokumenty, trochę posprzeczałam się ze starym dziadem i powiedziałam, że jutro rano będzie je miał na biurku. Coś ta poburczał ale ostatecznie się zgodził. Nie miałam czasu jeszcze niczego zjeść tego dnia, a z braku laku paliłam papierosa jeden za drugim by w jakiś sposób oszukać żołądek. Wsiadłam do samochodu, osłabiona ale szczęśliwa, że wracam do siebie, do męża, do jego objęcia i spokoju, który mi zapewnia. Światła mijanych latarni przemykały mi przed oczami jak świetliki na jesień, wirujące przy ognisku. Byłam tak zmęczona, że jechałam dość machinalnie, nie zwracałam uwagi na mijane samochody, moja prędkość nie była też zawrotna. Po prostu jechałam, a w głowie miałam pustkę. Silnik starego opla burczał, jakby był bardziej zmęczony rzeczywistością niż ja sama.

Światła mijane były tego dnia jakoś bardzo niewyraźne, mijane samochody niebezpiecznie zbliżały się do mojego. Spieszyłem się, nie byłem w stanie skojarzyć jak długo byłem u niej, kiedy Meri wróci do domu, czy może już zastała puste mieszkanie i zastanawia się gdzie znów wyszedłem, będzie dzwonić, pisać sms-y a jak wrócę to wpadnie w płacz i nie będzie chciała mnie wypuścić.Wtedy nic nie zrobię, muszę być stanowczy a to mnie złamie. Nie rozumiałem tego nigdy. Dodałem gazu. Samochody jak na złość przejeżdżały mi przed samą maską, co za kierowcy…

Byłam już blisko. Minęłam wielki bilbord z którego jaskrawo biło do mnie „Dobrej nocy, a już jutro zapraszamy do naszego sklepu!”. Uśmiechnęłam się. Ludzie są coraz bardziej pomysłowi… Trzask. Ogromny ból przeszył moje plecy, a sekundę później poczułam jak moja czaszka pęka na pół. Usłyszałam nawet głuche stęknięcie kości, jakby same płakały nad bólem który je przeszył. Stos kartek runął na mnie z tyłu, wszystko posypało się, okruszki szyby wbijały się w twarz. Słyszałam tylko krzyk, ale nie mój, huk i ciszę. Przez rozbitą szybę wiatr wywiewał rozrzucone dokumenty. „Szef mnie zabije” – pomyślałam i poczułam jak oddalam się myślami, nie mogąc zapanować nad snem.

Zacząłem hamować w ostatniej chwili. Nie udało się. Najpierw poczułem uderzenie, a chwilę później zorientowałem się, że samochód przede mną zaczął koziołkować i uderzać o pozostałe. Poduszka powietrzna zablokowała moją głowę, próbowałem jeszcze zapanować nad pojazdem ale nie udało mi się. Wytrzeźwiałem w sekundę. Później usłyszałem tylko krzyk a jakaś samotna kartka papieru wdarła się do mojego samochodu. Przed oczami mignął mi jej podpis…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „143.

  1. ~domi pisze:

    jesteś moim mistrzem <3

  2. ~abgrund pisze:

    Nie zagladałam tu wieki. Ale ostatnio grzebie we wspomnieniach, wiec i Ciebie sie dogrzebalam. Powaliłaś mnie tym wpisem. Pomyśl chociaż o zbiorze opowiań. Czyta się tego z zapartm tchem.

    • merirut pisze:

      Miło Cię znów widzieć (czytać?). Też zaglądam tu rzadko dlatego dopiero teraz widzę, że się tu zjawiłaś. Dziękuję za miłe słowa!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>