142. Sumując rok 2014

Najwyższy czas napisać podsumowanie. Jest już prawie połowa stycznia a na blogu nie pojawiło się nic. Dlatego dziś, w końcu znalazłam chwilę, żeby coś naklikać. Nie będzie to też długie podsumowanie ze względu na to, że … rok ten był zdecydowanie rokiem bardzo nudnym.

Styczeń
No cóż, prócz ciągłego siedzenia w domu, nauki i zajmowania się rzeczami mniej lub bardziej ważnymi, nie działo się kompletnie nic. Zaczęła się tylko sesja więc nawarstwiała się nauka, rosły stosy książek, a ja żyłam sobie z dnia na dzień.

Luty
Sesja, jak się okazało, pomimo poprawek, zaliczona pozytywnie w całości. Fakt, że się udało był czymś niesamowitym, porównywalnym do cudu gdyż udało się zaliczyć najgorszy egzamin na całych studiach. Tak przynajmniej się mi początkowo wydawało. Odbyło się kilka imprez, których w sumie można było uniknąć. Tak chyba byłoby lepiej.

Marzec
Kolejny, bardzo nudny miesiąc. Nie wiem czy nuda ta, która przychodzi mi na myśl z tamtego okresu, spowodowana jest tym, że po prostu NIC nie pamiętam z tamtych dni? Całkiem możliwe.

Kwiecień
Zbliża się wiosna. Chwila odpoczynku w święta i znów powrót do Krakowa i studiowania. Miesiąc minął, niewiadome nawet kiedy.

Maj
Coraz więcej wiosny, coraz więcej ciepła, wypady na siłownie i częstsze spotkania ze znajomymi na świeżym powietrzu. Boże. Poza tym co? NIC, kompletnie.

Czerwiec
Zaczęła się kolejna sesja i o dziwo, udało się ją zdać również w całości. Pomijając jeden egzamin, który udało się zdać we wrześniu ( wyprzedzając wydarzenia). Zdany też egzamin z biofizyki, okrzyknięty najgorszym egzaminem ever ( zaliczenie otrzymały 3 osoby).

Lipiec
W ostatniej chwili udało się wyjechać zagranice. Tym razem była to Holandia. Praca sezonowa jak każda inna, charakteryzująca się chamstwem polaczków w stosunku do innych polaczków, wyzyskiem i wykorzystywaniem. Ludziom nie mona ufać. I kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że nie wyobrażam sobie tak swojej przyszłości. Jakkolwiek miałaby się potoczyć, na pewno nie wyjadę do pracy jako popychadło dla innych polaczków czy turasków. Nie wytrzymałabym tego psychicznie. Szczególnie obcując z ludźmi, których poziom inteligencji jest niższy niż dzieci w gimbazie. Należało wytrzymać tam 6 tygodni i nie było co o tym więcej dyskutować.

Sierpień
Dwa tygodnie przed końcem sierpnia wyjechałam z Holandii, bogatsza o pareset złotych i o nowe doświadczenia. Również należy zaznaczyć, że w odróżnieniu od pobytu w Niemczech, udało mi się też nawiązać naprawdę fajne, nowe znajomości. Wynikało to z tego, że podobnie jak ja, inne osoby również dały się wplątać w taką sytuację – wydaje się być fajnie, jest jak zawsze. To, co było najpiękniejsze w tym wszystkim to to, że czekały mnie dwa tygodnie sielanki w domu. Prawie po 4 latach miałam przed sobą wizję prawdziwych wakacji. W domu bo w domu ale zawsze to jakiś odpoczynek.

Wrzesień
Sesja poprawkowa, zaliczony egzamin i kolejne dwa tygodnie w domu. Nic więcej się nie wydarzyło. Udało mi się spotkać z D kilkukrotnie czego również brakowało mi przez cały ten rok, może nawet dłużej. Mogłam w końcu pooddychać Skawą tak, jak oddychałam nią kiedyś. Tym razem bez tego całego obrazka wszędzie węszących ludzi, szukających plotek i skandalicznych zachowań. Nie chciałam wracać do smutnego Krakowa.

Październik
I zaczęło się wszystko od nowa. Jakby tak samo a jednak inaczej. Trzeci rok wiąże się z pracą licencjacką więc udało się mi znaleźć temat, który w jakimś stopniu mnie zaciekawił. Co tydzień odbywałam (odbywam do tej pory) mini praktykę kilkugodzinną i cały czas zastanawiam się jak w ogóle zabrać się za pisanie pracy i jak będzie wyglądać moja obrona. Nie mam pomysłu na siebie, zarówno jeśli chodzi o moją przyszłościową pracę jak i dotychczasowe życie.

Listopad
Rozpoczęłam moją karierę nauczycielki matematyki. Stopniowo wzrastała mi liczba uczniów. Odwrotnie proporcjonalnie, maleje mój czas dla samej siebie jak i również poczucie własnej wartości. O, ironio…

Grudzień
Ostatni miesiąc tego roku. Tak jak i poprzednie, nie zaowocował niczym fenomenalnym wartym uwagi. Minęły dwa lata wspólnoty majątkowej z R. Sylwester u mnie w domu. Nic więcej.

Skoro piszę, że prawie nic się nie wydarzyło, powinnam zaliczyć ten rok do nieudanych? Właściwie to nie. Pomimo, że było nudno, statecznie i bez żadnych uniesień, rok 2014 był całkiem pozytywny. Jak już wspomniałam, zawiązałam wiele nowych znajomości, zawęziłam również kontakty z niektórymi a co do innych, mam teraz zupełnie inne zdanie jak jeszcze rok temu. Obecnie dużo pracuje, nie mam czasu dla siebie, nie mam czasu dla chłopaka, nie umiem tego wszystkiego ze sobą pogodzić. Bardziej niż rok temu nie chce mi się uczyć, nie chce mi się w ogóle studiować – sama do końca nie wiem czym ta niechęć jest powodowana. Popadam chyba w jakiś dziwny stan, nie wiem czy to jest dla mnie dobre.

Czego życzyłabym sobie w nowym roku? Chciałabym wyćwiczyć w sobie umiejętność organizacji. Chciałabym walczyć ze swoim lenistwem i tym, że prawie codziennie jestem tak samo zmęczona, niezależnie od tego co robiłam przez cały dzień. Więcej powodów do wstawania rano. Zdania kolejnych dwóch sesji, zakończenia trzeciego roku studiów oraz obrony swojej pracy, jeśli kiedykolwiek ona powstanie. Więcej satysfakcji z tego co robię i że robię to dla innych.

Więcej uczuć, które ostatnio trochę wygasły.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>